Nathan siedział na przednim fotelu w nowym mercedesie jego matki. W powietrzu unosiła się woń świerkowego lasu i męskich perfum, których prawdopodobnie używał nowy facet kobiety. Chłopak przyciskał do piersi granatowo-czarny plecak, zaciskając dłonie na paskach do jego regulacji. Wpatrywał się w zegar odliczający czas jaki mu pozostał do rozpoczęcia zajęć w jego nowej szkole. Matka dostała awans, a co za tym szło musieli się przeprowadzić na drugi koniec kraju i zmienić całe swoje dotychczasowe życie. Mimo że nie miał zbyt wielu przyjaciół w starej okolicy i był prześladowany przez sportowców w ich szkole, chciał tam żyć. Prosił ojca, by mógł zamieszkać z nim, byleby zostać w mieście, ale jego nowa żona się nie zgodziła. Nie lubił jej. Rozbiła związek rodziców, a na dodatek zabierała mu jego ojca pod pretekstem bycia z nim w "zagrożonej" ciąży.
-Jeśli teraz nie wysiądziesz to nie zdążysz odebrać planu lekcji i znaleźć odpowiedniej klasy.
Spojrzał na matkę. Uśmiech gościł na jej niewielkich wargach przyozdobionych czerwoną szminką. Jedną rękę trzymała na kierownicy, a drugą odgarniała brązowe loki opadające jej na twarz.
-Jest za dziesięć ósma, Nathan. Naprawdę chcesz się spóźnić już pierwszego dnia?
Pokręcił głową, nadal nie wychodząc z samochodu. Zielone oczy miał szeroko otwarte, jakby przekroczenie progu szkoły miało go zabić. Zagryzał dolną wargę.
-Och, no już... - rozczochrała mu włosy. -Jesteś dużym chłopcem i dasz sobie radę! To nie tak, że uczniowie cię zjedzą. W tamtej szkole znalazłeś przyjaciół to i w tej znajdziesz. A może nawet jakaś ładna dziewczyna zwróci na ciebie uwagę... No już! Hop siup i staw czoła nowej sytuacji.
-Mamo... - wywrócił oczami i z grymasem na twarzy, próbował przywrócić swoje włosy do porządku.
Wziął głęboki oddech i otworzył drzwi.
-Tak na marginesie to twoja szminka rozmazała się w prawym kąciku, ty wcale niedziecinna i bardzo odpowiedzialna matko - uśmiechnął się, wystawiając jedną nogę za pojazd. -Wcale się nie boję. Po prostu chciałem spędzić z tobą chwilę czasu zanim pojedziesz do pracy.
-Rzeczywiście... Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej? Naprawdę wyszłam tak z domu? O mój Boże...
-Pa, mamo.
Przesłał jej buziaka dwoma palcami, a ona udała, że go łapie. Czekał aż jej samochód zniknie z pola jego widzenia i na trzęsących się nogach udał w stronę bramy. Szkoła miała trzy piętra, osobne dla każdego rocznika. Na środku dziedzińca znajdowała się duża fontanna, którą dookoła zajmowali uczniowie. Po prawej stronie duże boisko, a po lewej ogród. Chłopak niepewnie zarzucił na ramię plecak i skierował się w stronę wejścia. Patrzył w ziemię. Okropnie się bał, że będzie tak samo jak w jego byłej szkole. Nie chciał być znów szykanowany i wyśmiewany za byle co.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz