środa, 3 maja 2017

Lokal był pełen rozbawionych i zrelaksowanych ludzi, przekrzykujących się nawzajem. W powietrzu unosiła się woń zmieszanych perfum, alkoholu jak również odrobiny potu. Muzyka, na którą nikt nie zwracał uwagi, idealnie wpasowała się w nastrój tego miejsca. Ayde skakał wzrokiem z kelnerów, roznoszących drinki i uśmiechających się uprzejmie do gości, na kobiety otoczone wianuszkiem adorujących je mężczyzn w garniturach. Zniewalająco przystojnych, oczywiście.
Po chwili spojrzał na swoją siostrę. Opierała się o ladę i niecierpliwie oczekiwała na kogoś, kto mógłby ją obsłużyć.
-H-hej... Nie wiem czy to dobry pomysł... - odezwał się cicho, nachylając do jej ucha.
-Ach, przestań! Tym razem jestem pewna, że obsługują również gejów!
-Ale ja nie jestem pewny czy chcę być ich klientem... - wymamrotał, po czym westchnął. Nie miał szans, by wyperswadować jej ten pomysł. Od tygodnia co wieczór ciągała go po klubach, usiłując poprawić mu humor i zapewnić odrobinę rozrywki.
Piękna, cicha polana, rozświetlona łagodnym blaskiem księżyca. Wiatr delikatnie porusza wysoką trawą i liśćmi drzew, tworząc spokojną, nastrojową muzykę. Co jakiś czas słychać donośne huczenie sowy siedzącej na pobliskiej gałęzi. Wprost cudownie byłoby choć na chwilę zatrzymać się i podziwiać naturę. Jednakże w centrum sielankowego otoczenia leży dwudziestoletni mężczyzna. Nieogolony policzek przyciska do ziemi, ma lekko uchylone usta, z których cieknie strużka śliny i ogromne worki pod oczami. Rosa z trawy osiada na jego skórze. Jego dłonie kurczowo zaciskają się w pięści, a wyraz twarzy tężeje.
Oto Ryosuke Yukio, pracownik ogromnej korporacji zajmującej się reklamami, mąż pięknej, młodszej o dwa lata kobiety i dumny ojciec dwójki dzieci. Dlaczego w takim razie ten wspaniały młody dorosły znalazł się w tej sytuacji? Otóż, mimo że jego życie prosperowało na idealne, w rzeczywistości prawda jest zupełnie inna. 
-Stresujesz się?
Nathan siedział na przednim fotelu w nowym mercedesie jego matki. W powietrzu unosiła się woń świerkowego lasu i męskich perfum, których prawdopodobnie używał nowy facet kobiety. Chłopak przyciskał do piersi granatowo-czarny plecak, zaciskając dłonie na paskach do jego regulacji. Wpatrywał się w zegar odliczający czas jaki mu pozostał do rozpoczęcia zajęć w jego nowej szkole. Matka dostała awans, a co za tym szło musieli się przeprowadzić na drugi koniec kraju i zmienić całe swoje dotychczasowe życie. Mimo że nie miał zbyt wielu przyjaciół w starej okolicy i był prześladowany przez sportowców w ich szkole, chciał tam żyć. Prosił ojca, by mógł zamieszkać z nim, byleby zostać w mieście, ale jego nowa żona się nie zgodziła. Nie lubił jej. Rozbiła związek rodziców, a na dodatek zabierała mu jego ojca pod pretekstem bycia z nim w "zagrożonej" ciąży.
-Jeśli teraz nie wysiądziesz to nie zdążysz odebrać planu lekcji i znaleźć odpowiedniej klasy.
Spojrzał na matkę. Uśmiech gościł na jej niewielkich wargach przyozdobionych czerwoną szminką. Jedną rękę trzymała na kierownicy, a drugą odgarniała brązowe loki opadające jej na twarz.
-Jest za dziesięć ósma, Nathan. Naprawdę chcesz się spóźnić już pierwszego dnia?
Pokręcił głową, nadal nie wychodząc z samochodu. Zielone oczy miał szeroko otwarte, jakby przekroczenie progu szkoły miało go zabić. Zagryzał dolną wargę.
-Och, no już... - rozczochrała mu włosy. -Jesteś dużym chłopcem i dasz sobie radę! To nie tak, że uczniowie cię zjedzą. W tamtej szkole znalazłeś przyjaciół to i w tej znajdziesz. A może nawet jakaś ładna dziewczyna zwróci na ciebie uwagę... No już! Hop siup i staw czoła nowej sytuacji.
-Mamo... - wywrócił oczami i z grymasem na twarzy, próbował przywrócić swoje włosy do porządku.
Wziął głęboki oddech i otworzył drzwi.
-Tak na marginesie to twoja szminka rozmazała się w prawym kąciku, ty wcale niedziecinna i bardzo odpowiedzialna matko - uśmiechnął się, wystawiając jedną nogę za pojazd. -Wcale się nie boję. Po prostu chciałem spędzić z tobą chwilę czasu zanim pojedziesz do pracy.
-Rzeczywiście... Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej? Naprawdę wyszłam tak z domu? O mój Boże...
-Pa, mamo.
Przesłał jej buziaka dwoma palcami, a ona udała, że go łapie. Czekał aż jej samochód zniknie z pola jego widzenia i na trzęsących się nogach udał w stronę bramy. Szkoła miała trzy piętra, osobne dla każdego rocznika. Na środku dziedzińca znajdowała się duża fontanna, którą dookoła zajmowali uczniowie. Po prawej stronie duże boisko, a po lewej ogród. Chłopak niepewnie zarzucił na ramię plecak i skierował się w stronę wejścia. Patrzył w ziemię. Okropnie się bał, że będzie tak samo jak w jego byłej szkole. Nie chciał być znów szykanowany i wyśmiewany za byle co.